Pan i Sługa

Witajcie, i szczęść wam Boże – wam, i dwóm braciom… Tak się bowiem zdarzyło – a chyba prawdę mówię – że było sobie dwóch biednych braci. I tak sobie rozmyślają: co tu zrobić, co począć, żeby choć na kawałek chleba zarobić. Uradzili tak: młodszy zostanie w domu, a starszy najmie się do pana na służbę, dostanie zapłatę i przyniesie do domu.

No więc ten starszy brat żegna się i idzie na służbę do bogatego gospodarza.

I tak się umawiają się, że będzie u niego pracował aż do pierwszego wiosennego kukania kukułki.

Ale ten bogaty stawia jeszcze bardziej dziwaczny warunek. Mówi tak:

Tylko pamiętaj: jak ty przed tym terminem wpadniesz w złość, to płacisz tysiąc dukatów, a jak ja się zezłoszczę – to ja płacę.

Ale skąd ja miałbym wziąć tysiąc dukatów, żeby ci zapłacić? – pyta parobek.

Nie przejmuj się: odpracujesz u mnie dziesięć lat za darmo.

Chłopaka trochę zaniepokoiła taka dziwna umowa, ale myśli sobie: przecież chyba się nic nie stanie; niech sobie gospodarz robi, co chce, ja nie jestem taki prędki, żeby mnie rozzłościć. Jakoś to będzie!… A jak tamten się zezłości, to już jego sprawa – niech płaci karę, którą sam wyznaczył.

Dobrze – powiada – zgadzam się.

Zawarli więc umowę, i starszy syn zaczyna pracować.

Skoro świt, gospodarz budzi go ze snu i posyła na pole, do koszenia.

Idź – powiada, – weź się do koszenia, póki jest jasno, a jak będzie ciemno, to przyjdziesz.

Parobek poszedł na pole i cały dzień kosi; wieczorem przychodzi zmęczony do domu. A gospodarz pyta:

Co z tobą? Czemu przyszedłeś?

Jak to?… Słońce zaszło, to wróciłem…

No nie, tak to nie może być. Mówiłem ci: póki jest jasno – masz kosić. Owszem, słońce zaszło, ale wyszedł jego przyjaciel, księżyc. Mało ci jeszcze światła?…

No, jakże to tak?!… – woła zdumiony parobek.

O, już się złościsz?…

Ja?… Nie, nie, ja się nie złoszczę… Mówię tylko, że się zmęczyłem… Trochę bym odpoczął… – mamrocze przestraszony parobek, po czym znowu idzie kosić.

Kosi i kosi, aż wreszcie widzi: księżyc zaczyna zachodzić. Ale jeszcze księżyc nie zdążył zajść, jak już słońce od nowa zaświeciło. Parobek, opadłszy z sił, wali się na ziemię, klnąc w przypływie rozpaczy.

Bodaj by diabli wzięli to całe twoje pole, i to twoje jedzenie i te twoje obiecane pieniądze!…

A jednak się złościsz?…– rozlega się nad samym jego uchem głos gospodarza. – Skoro tak, to trudno: nasza umowa jest umową. Tylko nie mów, że dzieje ci się krzywda.

I, wedle umowy, parobek nie ma wyjścia: albo zapłacić tysiąc dukatów [kary], albo dziesięć lat przepracować za darmo. I tak źle, i tak niedobrze. Tysiąca dukatów przecież nigdzie nie znajdzie, żeby wybawić się z tej niewoli; z drugiej strony – pracować dziesięć lat u takiego człowieka jest po prostu rzeczą niemożliwą. Pomyślał, pomyślał, nic nie wymyślił, zostawił gospodarzowi zobowiązanie, że odda należne mu tysiąc dukatów i poszedł do domu – udręczony i z pustymi rękami.

No i jak ci poszło – pyta młodszy brat. A starszy siedzi ze spuszczoną głową, i opowiada o wszystkim, co się zdarzyło.

Nie przejmuj się, jakoś to będzie, teraz ty posiedź w domu, a ja pójdę tam do niego na służbę.

Wyrusza tym razem młodszy brat, i idzie na służbę do tego samego gospodarza.

Gospodarz, tak jak przedtem, wyznacza termin do pierwszego wiosennego kukania kukułki. I mówi, że jeśli do tego czasu parobek wpadnie w złość, to zapłaci tysiąc dukatów, albo przepracuje dziesięć lat bez zapłaty. A jak ja się zezłoszczę – powiada – to ja ci płacę tysiąc dukatów, i jesteś wolny.

E, nie, to za mało – sprzeciwia się chłopak. – Jeśli ty się zezłościsz, to mi dajesz dwa tysiące dukatów, a jeżeli ja – to albo ci zapłacę dwa tysiące dukatów, albo odpracuję u ciebie dwadzieścia lat za darmo.

Dobrze – cieszy się gospodarz – zgadzam się. Zawarli umowę, i młodszy syn tym razem zaczyna pracować.

Wstaje ranek, ale parobek nie podnosi się z posłania. Gospodarz zdążył już parę razy wyjść z domu i wrócić, a ten wciąż śpi.

Ej, ruszże się, chłopie! No, wstawaj!… Tylko patrzeć, a obiad już niedługo będzie!…

Oho, czyżbyś już się złościł?… – pyta parobek, unosząc głowę znad pościeli.

Ja?… Nie, nie, ja się nie złoszczę!… – odpowiada przestraszony gospodarz. – Ja mówię tylko, że warto by było już pójść na pole i pokosić …

A, to co innego, skoro tak mówisz, to nie ma sprawy… Możemy iść… Tylko po co tyle krzyku?…

I parobek wreszcie wstaje, zaczyna zakładać łapcie. Gospodarz już parę razy wyszedł z domu i wrócił, a ten wciąż jeszcze tych swoich łapci nie założył.

Ej, chłopie, szybciej!… No, ubierzże się wreszcie!…

Oj, chyba się na mnie nie złościsz?… – pyta parobek.

Ależ skąd, nikt się na ciebie nie złości!… Ja tylko chciałem powiedzieć, że już późno się robi…

A, to co innego… Bo jak coś, to wiesz – umowa jest umową…

Ale kiedy wreszcie parobek swoje łapcie założył, i poszli wreszcie na pole, przyszła już pora na obiad.

No nie, teraz to nie będziemy kosić – powiada parobek. – Popatrz: naokoło wszyscy jedzą; my też sobie coś przekąśmy; nie musimy się tak śpieszyć.

Usiedli i jedzą. Po obiedzie chłopak powiada: „Popracował człowiek, zdałoby się trochę pospać, w końcu można chyba trochę odpocząć?…” Zaszył się w trawę, obudził się dopiero wieczorem.

Ech, wstawajże-ż wreszcie, już ciemno, ludzie pokosili, tylko nasze pole nieskoszone!… Szlag by trafił tego, co cię tu przysłał, niech diabli wezmą tę twoją pomoc i to co u mnie zeżarłeś!… W co ja się wdałem!… – zaczyna złorzeczyć zdesperowany gospodarz.

Oj, chyba się przesłyszałem?… Czyżbyś już się złościł?… – pyta parobek, unosząc zaspaną głowę.

Ależ nie, nikt się na ciebie nie złości!… Ja tylko mówię, że już ciemno się zrobiło, czas wracać do domu.

Aaa, co to, to prawda!… No, bo jakby coś, to sam wiesz – umowa jest umową. Kto ją naruszy, sam sobie będzie winien.

Przyszli do domu. Patrzą – goście przybyli w odwiedziny.

Posyła gospodarz parobka, żeby owieczkę zarżnął.

Którą?

A, która się trafi, to zarżnij.

Parobek poszedł. Niedługo potem gospodarza wołają: „Przybądź, panie, twój parobek całe stado ci wyrżnął!”. Ten przybiega i widzi: rzeczywiście – wszystkie owce, które miał, parobek zarżnął. Łapie się za głowę i wrzeszczy:

Coś ty zrobił, ty łotrze!?… Niech twój dom legnie w gruzy, skoro mój zrujnowałeś!…

Przecież powiedziałeś mi: „która się trafi, to zarżnij”. To ja poszedłem, wszystkie mi się trafiły, więc wszystkie zaszlachtowałem. Czy zrobiłem coś, czego mi nie kazałeś?… Ale – coś mi się zdaje, że się złościsz?…

Nie, ja się nie złoszczę… Żal mi tylko, że tyle mojego dobra się zmarnowało…

No to świetnie, że się nie złościsz, bo będę mógł u ciebie dalej pracować.

Gospodarz myśli sobie, co tu zrobić, żeby pozbyć się takiego pomocnika. Niestety, umowa została zawarta aż do pierwszego kukania kukułki; tymczasem – dopiero zaczęła się zima, gdzież tu mówić o wiośnie i kukułkach…

I tak myśli sobie, myśli, aż wreszcie coś wymyślił. Zaprowadził swoją żonę do lasu, posadził ją na drzewie i kazał jej kukać. Sam tymczasem zawołał parobka i mówi mu, żeby poszedł z nim do lasu na polowanie. I jak weszli do lasu, to ta żona siedzi w gałęziach i kuka.

Oho, gratuluję! – mówi gospodarz. – Kukułka kuka, czas twojej służby się skończył!

Ale chłopak domyślił się podstępu.

E, nie – powiada, – kto to widział, żeby o tej porze roku, w środku zimy, odzywała się kukułka, jakie tam kukanie… Zaraz strącę tę kukułkę i zobaczymy, co to za ptaszek…

Powiedział to i mierzy ze strzelby prosto w te gałęzie. A gospodarz z krzykiem zabiega mu drogę.

Na miłość Boską, przestań, nie strzelaj!… Niech będzie przeklęty ten dzień, w którym cię spotkałem, co to za męka, którą muszę znosić!…

Ojej, czy ja dobrze słyszę?… Czyżbyś naprawdę się zezłościł?…

Owszem, bracie. Ja już mam tego dość. Tyle, co ci miałem zapłacić, to ci zapłacę, byle się od ciebie uwolnić. W końcu to ja postawiłem takie warunki, i ja poniosę skutki. Dopiero zaczynam rozumieć przysłowie: „Kto podkim dołki kopie, sam w nie wpada”.

I w taki oto sposób bogaty gospodarz zmądrzał, a młodszy brat nie tylko spłacił dług starszego, ale jeszcze wziął od bogatego tysiąc dukatów kary i powrócił do domu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>