Waleczny Nazar

1

Był sobie niegdyś [a może i nie?] pewien żałosny człek, imieniem Nazar. Jakiż to był tchórz!… Taki tchórz, że nigdy w pojedynkę nie zrobiłby ani kroku, choćby go mieli zabić. Przez cały dzień nie odstępował ani na krok swojej żony, mało brakowało, a trzymałby się jej spódnicy: wychodził z domu tylko wtedy, kiedy ona wychodziła, wracał, kiedy wracała. Dlatego ludzie nazwali go Tchórzliwym Nazarem.

Którejś nocy ten nasz Tchórzliwy Nazar wychodzi z żoną przed dom. Patrzy się – dookoła noc jaśniuteńka, księżyc aż razi. I powiada:

Oj, żoneczko!… W taką noc – to tylko by złupić jakąś karawanę!… Serce mi mówi: rusz się, człowieku, karawana szacha powraca z Indii, zabierzesz sobie wszystko, a w twoim domu niczego nie zabraknie!…

A żonka na to:

Lepiej siedź cicho, jak ci dobrze!… Też mi się znalazł rozbójnik!… Pogromca karawan!…

A Nazar na to:

Oj, rozzuchwaliłaś się, babo!… Co, nie chcesz mnie puścić?… Nie chcesz, żebym rozbił karawanę, zabrał wszystko i cały dom wypełnił wszelkim dobrem?… Cóż to ze mnie za mężczyzna, po co ja w ogóle portki noszę, żebyś ty do mnie ośmielała się tak przemawiać?!…

Ale jak już całkiem się rozeźlił, żonka weszła z powrotem do domu i zamknęła za sobą drzwi.

A niech cię licho weźmie, tchórzu jeden!… Możesz sobie teraz iść i napadać na karawany!…

I ten nasz Nazar został na dworze. Cały aż zdrętwiał ze strachu. Nie pomogły prośby i błagania, żeby mu otworzyć, żonka nie otwiera. Widząc, że już nic nie wskóra, zgnębiony Nazar skulił się pod drzwiami i, cały dygocząc, przeczekał do rana. A rano, obrażony, siedzi pod tą chałupą, słońce przygrzewa, a on czeka, aż żonka po niego przyjdzi i zaprosi go do środka; czeka i rozmyśla sobie, coś mu chodzi po głowie. Gorąco, jak to latem – muchy brzęczą jak oszalałe. A Nazar – na tyle leniwy, że nawet nosa wytrzeć mu się nie chce – więc muchy włażą mu na nos i chodzą po ustach, oblazły mu całą twarz. Ale jak mu już porządnie dokuczyły, uniósł rękę i klepnął się po twarzy. I jak się klepnął, to wszystkie muchy za jednym zamachem zostały zgniecione.

Oho-ho, to ci dopiero!… – zdumiał się Nazar.

Postanowił policzyć, ile tych much zgładził, ale nie zdołał. Uznał, w każdym razie, że nie mniej, niż tysiąc.

Oho, to ci ze mnie chłop!… A ja do tej pory nawet sam o tym nie wiedziałem!… – Ja – który jednym ciosem potrafię zgładzić tysiąc żywych istot!… I to ja miałbym się marnować u boku tej głupiej baby?!…

Więc wstaje i idzie prosto do plebana.

Ojcze, pobłogosław!…

Niech ci Bóg błogosławi, synu!…

Ojcze, chcę ci powiedzieć coś niezwykłego, posłuchaj!…

I opowiada księdzu o swoim bohaterskim czynie, obwieszczając przy tym, że będzie musiał opuścić swoją żonę. I że ma jedną prośbę: żeby wielebny ów niezwykły jego czyn utrwalił na piśmie, aby każdy mógł sobie o nim przeczytać, i aby pamięć trwała wiecznie.

A wielebny – dla żartu, na strzępku starego gałgana, napisał:

Waleczny Nazar jest bohaterem.

Raz gdy ugodzi – tysiąc umiera!

I wręczył mu ten skrawek z owym napisem.

A Nazar wziął ten skrawek gałgana, zaczepił na kiju, przypasał sobie kawałek przerdzewiałego miecza, wsiadł na osła sąsiada – i opuścił wieś.

2

Wychodzi ze swojej wsi, wchodzi na drogę i idzie. Sam nie wie nawet, dokąd droga taprowadzi.

Idzie, idzie; jak tylko zerknął za siebie, to od razu widzi, że mocno się już od wsi oddalił, i ogarnia go przerażenie. Żeby sobie dodać animuszu, zaczyna sobie pod nosem coś nucić, mruczeć, mówić do siebie, karcić osła… Im bardziej się oddala, to jego strach wzrasta coraz bardziej, a im bardziej rośnie strach, tym głośniej wyśpiewuje, zaczyna się po prostu drzeć, woła pomocy, do wtóru i osioł jeszcze porykuje… Od tego całego hałasu i zgiełku ptaki poodfruwały z drzew, zające pochowały się po krzakach, nawet żaby z zarośli powskakiwały do wody…

Nazar drze się coraz głośniej, ale jak wszedł do lasu, – wydaje mu się, że spod każdego drzewa, spod każdego krzaka, spod każdego kamienia, zewsząd – czyha na niego dzika bestia albo zbój. Przerażony zaczyna wrzeszczeć, ale – jak!… Takiego wrzasku wasze ucho nigdy nie słyszało.

A tymczasem – któżby się tego spodziewał? – pewien wieśniak, osiodławszy konia, jedzie sobie spokojnie przez las. Po jakimś czasie dobiegają jego uszu zdumiewające dźwięki, i staje, jak wryty;

O, rety, – powiada, – że też mnie to musiało spotkać!… Ani chybi, rozbójnicy!…

Porzucił konia, sam skoczył w las, a jako że obie nogi miał na swoim miejscu, to zrobił z nich użytek i rzucił się do ucieczki.

A Waleczny Nazar, obyście zdrowi byli, nie przestając wrzeszczeć, dociera w to miejsce i widzi osiodłanego konia, który stoi na samym środku drogi i czeka na niego. Przesiada się więc z osła na wierzchowca i rusza w dalszą drogę.

3

Jedzie, jedzie, może długo, a może krótko – tylko on sam mógłby to wiedzieć – aż dojeżdża do jakiejś wioski. Ani on tej wioski nie zna, ani ta wioska – jego. Nie wiadomo, którędy trzeba jechać, a którędy nie trzeba. Z jednego domu donoszą się dźwięki zurny (~), konia więc pogania w tamtą stronę, podjeżdża pod dom, a tam – wesele.

Dzień dobry wam wszystkim!…

Szczęść Boże i tobie, witaj, i bądź po stokroć pozdrowiony!…

I od razu: prosimy, prosimy, gość w dom, Bóg w dom; wszyscy zapraszają, nieomal siłą ciągną go, z tym jego proporcem, do środka, na honorowe miejsce przy stole. Ach, mówię wam, oby i wasze oczy mogły ujrzeć tyle wszelkiego dobra, tego jadła i napoju, ile przed nim postawiono…

Weselnicy zaciekawili się: jeden drugiego się pyta: kimże jest ten tajemniczy nieznajomy?… Siedzący z brzegu szturchają siedzących głębiej, tamci, po kolei, następnych; w końcu cały ten szmer dotarłszło to do księdza, który siedział na miejscu honorowym, niedaleko od Nazara.

Wielebnemu udało się odcyfrować słowa,widniejące na proporcu przybysza:

Waleczny Nazar jest bohaterem.

Raz gdy ugodzi – tysiąc umiera!

Czyta – i, zadziwiony, powtarza te słowa siedzącemu koło niego człowiekowi, ten znów – swemu sąsiadowi, ten drugi – trzeciemu, trzeci – czwartemu. Dotarły one aż do końca sali weselnej, aż pod same drzwi, i całe wesele zahuczało – któż by myślał, że ten nieznajomy przybysz –

Waleczny Nazar jest bohaterem.

Raz gdy ugodzi – tysiąc umiera!

Ach, prawda, przecież to Waleczny Nazar!…– woła największy samochwała. – Ależ się zmienił! Aż go z początku nie poznałem!…

I zaraz znaleźli się tacy, którzy zaczęli opowiadać o bohaterskich czynach Walecznego Nazara, o starej z nim znajomości i spędzonych wspólnie dniach.

Ale jak to jest jest, że taki człowiek nie ma przy sobie jakiegoś pachołka? – zastanawiają się ci inni, którzy poznać bohatera nie mieli okazji.

Taki ma już zwyczaj, nie lubi podróżować ze służbą. Raz go o to zapytałem, a on mówi: „Na co mi sługa, kiedy cały świat mi służy, do nóg mi pada”.

Jest coś zniewalającego w tym, że tym kawałkiem zardzewiałego żelaza uderza i powala tysiące!… Zwykłym mieczem – to nie sztuka, pierwszy lepszy śmiałek tak potrafi…

I oszołomieni ludzie powstają, piją zdrowie Walecznego Nazara. Mężowie, poważani za swą mądrość, występują z przemowami na cześć bohatera. Mówią: „Od dawna słyszeliśmy o twojej sławie, ale mogliśmy tylko marzyć o ujrzeniu na własne oczy twego oblicza i oto nastała ta szczęśliwa godzina i oto jesteś wśród nas!… Na to Nazar tylko jęknie i ręką machnie. Ale to nie zwiedzie ludzi bywałych – robią tajemnicze miny i mrugają do siebie: oni już tam wiedzą, ile treści i znaczenia kryją w sobie te jęki i machanie ręką.

Był tam i poważany przez wszystkich pieśniarz–aszuh, który od ręki pieśń ułożył i zaśpiewał:

Witaj!… Po stokroć bądź pozdrowiony!…

Ty, coś mężniejszy, niż górskie orły,

Tyś laurów godzien jest i korony!

Śmiałku Nazarze!… Tyś bohaterem!…

Raz gdy ugodzisz, tysiąc umiera!…

O, nieszczęśników biednych podporo,

Których od bólów wszelkich wybawiasz –

I nas wyzwalaj wciąż ode złego.

Śmiałku Nazarze!… Tyś bohaterem!…

Raz gdy ugodzisz, tysiąc umiera!…

Oddamy życie za twe chorągwie,

Twój miecz i galop twego rumaka,

Za jego grzywę, kopyta, ogon!…

Śmiałku Nazarze!… Tyś bohaterem!…

Raz gdy ugodzisz, tysiąc umiera!…

I kiedy wreszcie rozeszli się podchmieleni goście, po całej okolicy, z ust do ust powędrowała opowieść, kim jest ów przybysz:

Waleczny Nazar jest bohaterem.

Raz gdy ugodzi – tysiąc umiera!

I płyną opowieści o jego dokonaniach i zdumiewającym bohaterstwie, opisy jego budzącej grozę postury. I wszędzie naokoło nowonarodzonym dają na imię Nazar.

4

Oddalił się Nazar od domu weselnego i jedzie dalej. Jedzie, jedzie, dojechał na zieloną równinę. Na tej zielonej równinie puścił konia luzem – niech się popasie, wbił swój proporzec w ziemię, sam położył się w jego cieniu i zasnął.

I jak myślicie, co dalej?… Ano, rzecz w tym, że żyło sobie tam siedmioro braci-olbrzymów, siedmiu zbójców srogich, i ta cała okolica należała do nich właśnie, a zamek swój mieli nieopodal, na szczycie góry.

I ci olbrzymowie zerkają w dół, widzą: przybył jakiś człowiek, który się szarogęsi na ich włościach. I dziwują się – cóż to musi być za śmiałek o lwim sercu, musi mieć chyba wiele głów, jeśli bez zbędnych skrupułów przyjechał na ich włości, spokojnie się tam rozłożył i puścił konia luzem na łąkę.A każdy z nich ma maczugę czterdziestofuntową. Biorą oni te czterdziestofuntowe maczugi i idą. Przychodzą – i cóż widzą?… Wielki koń się pasie, nieopodal człowiek sobie leży i śpi w najlepsze, a nad głową ma zatknięty proporzec, a na nim taki oto napis:

Waleczny Nazar jest bohaterem.

Raz gdy ugodzi – tysiąc umiera!

Oho-ho!…– myślą sobie. – A więc to jest właśnie Waleczny Nazar!… Olbrzymowie rozdziawili gęby i stoją w miejscu, jak wkopani. No, bo niby, cóżeście myśleli – pogłoski, rozpuszczone przez podpitych weselników, nie ominęły również i tych olbrzymów.

Stoją bracia, przestraszeni, aż w gardle im zaschło, i doczekać się nie mogą, kiedy się ten Nazar obudzi. A Nazar w końcu się budzi, otwiera oczy, widzi nad sobą siódemkę strasznych olbrzymów z czterdziestofuntowymi maczugami w rękach, i dusza uciekła mu w pięty. Włazi pod swój sztandar i zaczyna drżeć, jak jesienny liść na wietrze. A ci olbrzymowie widzą, jak zbladł i zaczyna się cały trząść, i myślą sobie: rozgniewał się, zaraz tu nas wszystkich siedmiu zabije jednym ciosem; więc padają przed nim na kolana i wołają:

Śmiałku Nazarze!… Tyś bohaterem!…

Raz gdy ugodzisz, tysiąc umiera!… –

– …Znamy twe groźne imię, i śniliśmy o spotkaniu z tobą – i oto spotyka nas to szczęście: stajesz przed nami we własnej osobie. A my, jak tu jesteśmy – siedmioro braci, twoi niegodni słudzy – prosimy: podnieś swój wzrok, ujrzysz górę; na jej szczycie jest nasz zamek, a w nim – nasza piękna siostra. Błagamy cię, okaż nam łaskę i racz spożyć z nami wieczerzę!…

Nazar, który dopiero teraz odważył się odetchnąć, wsiada na konia, oni zaś ruszyli przodem, niosąc jego proporzec, i z wielką paradą prowadzą go do zamku. Zaprowadzili go do zamku, oddając mu królewskie honory, a tyle przy tym naopowiadali o jego bohaterskich czynach, że ich piękna siostra nie mogła się w nim nie zakochać. Czy można się dziwić, że jego sława i chwała rozniosła się jeszcze bardziej?…

5

Ale w owym czasie w tamtych stronach pojawił się tygrys, i ludzie żyli pogrążeni w strachu. Kto zabije tygrysa, kto się go nie ulęknie?… Oczywiście, że Waleczny Nazar!… A czy ktoś inny odważyłby się pójść na tygrysa, podnieść na niego rękę?… Wszyscy się tylko na niego oglądają: Bóg na niebie, a na ziemi Waleczny Nazar…

Słysząc o tygrysie, Nazar rzuca się do ucieczki, chce pędzić do swojego (?) domu, ale ludzie, [którzy ujrzeli jego szalony pęd], są przekonani, że on tak biegnie, żeby jak najszybciej dopaść i zabić tygrysa. Narzeczona powstrzymuje go: „jak możesz pędzić tak lekkomyślnie, z gołymi rękami, przyjmij oręż, i dopiero goń za nim!”… Przynosi broń i daje mu, by nowym bohaterskim czynem przysporzył sobie chwały. Nazar bierze broń i oddala się. Wchodzi do lasu, wdrapuje się na drzewo i szuka takiego kącika, skąd ani tygrys go nie dojrzy, ani on tygrysa. Skurczył się na tym drzewie, dygocze ze strachu. A tu, jak na złość, podły tygrys akurat tamtędy przechodził, i ułożył się do drzemki pod tym samym drzewem. Nazar ledwie go zobaczył, a od razu żołądek mu podszedł do gardła, w oczach pociemniało, ręce i nogi mu zdrętwiały; nagle – buch! – spada z drzewa prosto na bestię. Tygrys, przestraszony, zrywa się z miejsca; z kolei Nazar ze strachu wczepił się w jego grzbiet. I tak oto spłoszony tygrys z przerażonym Nazarem, przyklejonym do jego grzbietu, ucieka, gdzie pieprz rośnie, po górach i dolinach, po największeych wertepach, nie zważając na nic.

A wszyscy ludzie patrzą, i widzą tylko jedno – oho, ho!: Waleczny Nazar dosiadł tygrysa i jedzie na nim, jak na koniu.

Chodźcie no, ludziska, i patrzcie: Waleczny Nazar zrobił sobie konia z tygrysa!… Oj, dostanie zaraz ten tygrys, na co zasłużył!… I w końcu sami, nabierając coraz większej śmiałości, osaczają tygrysa z wrzaskiem i szyderczym śmiechem; walą w niego, czym popadnie: kindżałami, mieczami, kijami, kamieniami – zatłukli go na śmierć.

Nazar, jak tylko trochę doszedł do siebie, powoli odzyskuje mowę:

Szkoda – powiada – czegożeście go zabili, z takim trudem znalazłem sobie odpowiedniego wierzchowca. Świetnie by się na nim jeździło, oj, świetnie!…

Wieść dotarła i do zamku. Mężczyzni i kobiety, starsi i dzieci, wszyscy ludzie powychodzili z domów, by powitać Nazara. Na jego cześć śpiewają już pieśni:

Nikt nie odnajdzie

Na świecie całym

Równego tobie,

Nazarze Śmiały!…

Jak grom i ogień,

Z wysokiej skały

Spadłeś, jak sokół,

Nazarze Śmiały!…

Tygrys pod tobą

Jak konik mały,

Pomknąłeś na nim,

Nazarze Śmiały!…

Nas czyny twoje

Uratowały,

Wieczna ci chwała,

Nazarze Śmiały!…

I wydali za Walecznego Nazara piękną siostrę olbrzymów. Siedem dni i siedem nocy trwało wesele, wysławiano w pieśniach króla i królową:

  1. Księżyc nad górami w nowiu,

  2. I do kogóż jest podobny?…

  3. Księżyc nad górami w nowiu,

  4. Do Nazara jest podobny…

  5. xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

  6. xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

  7. xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

  8. xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

  9. xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

  10. xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

  11. xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

  12. xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

  13. xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

  14. xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

  15. xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

  16. xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

  17. xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

  18. Bądź pozdrowiony! bądź pozdrowiony!

  19. Śmiałku Nazarze, bądź pozdrowiony!

  20. Jego wybranko, bądź pozdrowiona!

  21. I świecie cały – bądź pozdrowiony!

6

A trzeba wam wiedzieć, że do tej dziewczyny posyłał już swatów król sąsiedniej krainy. Kiedy się dowiedział, że jemu odmówiono, a z innym wzięła ślub, to zebrał wojska i wyruszył na wojnę z siedmioma braćmi.

A ci bracia pospieszyli do Nazara: mówią mu o wojnie, padają przed nim na twarz, gotowi podjąć walkę, czekają na jego rozkazy.

Ale Nazar, na sam dźwięk słowa wojna, przeląkł się nie na żarty, wylatuje biegiem z zamku, planując ucieczkę do swojej wioski. A ludzie pomyśleli od razu, że tak się spieszy, by niespodzianie rzucić się na wroga i jego hufce. Zachodzą mu więc drogę, zatrzymują, znów proszą, aby bez broni nigdzie nie wyruszał – albo to życie mu nie miłe?…

Przynoszą mu miecz i tarczę, a żona prosi swych siedmiu braci, by nie dopuścili do tego, ażeby Nazar, powodowany swą walecznością, sam, w pojedynkę, atakował wojska przeciwnika. I oto nowa wieść rozniosła się w szeregach wojsk i pośród ludu, potem zaś za pośrednictwem zwiadowców dotarła również do wrogiego obozu, że mianowicie Waleczny Nazar sam jeden, z gołymi rękami pomknął na pole walki, z ledwością zdołano go powstrzymać, aby najpierw zebrać wojska…

Na pole bitwy sprowadzają dzielnego rumaka, i wsadzają na niego Walecznego Nazara. Całe wojsko, patrząc na niego z podziwem, podnosi straszliwą wrzawę : „Niech nam żyje Waleczny Nazar!… Śmierć wrogowi!”…

Ognisty rumak, na którego posadzono Nazara, czując, że ma na sobie byle jakiego jeźdźca, zniecierpliwił się, zarżał, zadarł głowę i popędził naprzód, ile tylko siły – prosto na pierwszą linię wrogich wojsk. „Waleczny Nazar ruszył do boju!” – myślą sobie wojownicy. Krzycząc „hurra!”, sami śpieszą do ataku i uderzają z wielką siłą,

A Nazar, widząc, że nie jest w stanie zapanować nad koniem i utrzymać się na jego grzbiecie, postanowił złapać się jakiegoś drzewa, chwycił za konar, gruby jak belka stropowa, ale drzewo było spróchniałe i cały konar został mu w rękach. Zaś wojownicy wroga, którzy już zdążyli nasłuchać się o nim niejednego i mieli lęk w sercach, gdy to z dala ujrzeli, poczuli, że lęk ich się rozrasta i sięga aż do żołądka. Zawracają. Bo i jak tu nie uciekać – jeśli komuś życie miłe, jeszcze może się ratować, póki nie nadszedł Waleczny Nazar z wyrwanymi drzewami w ręku!…

Tego dnia poginęły wrogów całe krocie, oj, krocie; pozostali rzucili swe miecze pod nogi Walecznego Nazara, ofiarowując mu swoje posłuszeństwo i wierność.

I oto wraca z pobojowiska Waleczny Nazar do zamku braci-olbrzymów. Lud mu stawia łuki tryumfalne; nadzwyczaj uroczyście i z nieopisanym entuzjazmem, z pozdrowieniami i owacjami, muzyką i śpiewem, z niezliczoną ilością pięknych dziewcząt i kwiatów, występują dostojni mężowie z wiernopoddańczymi przemowami, słowem, tyle czci i chwały, że Waleczny Nazar aż zamarł, osłupiał i zaniemówił..

Z wielkimi honorami i dostojeństwem koronują go na swego króla i sadzają na tronie. Waleczny Nazar zostaje królem, a każdy spośród siedmiu olbrzymów staje się jego dostojnikiem. I tak, niespodziewanie, wszystkich ma w garści.

*

Powiadają, że Waleczny Nazar aż po dziś dzień żyje i króluje. I kiedy ktoś zaczyna mówić o męstwie, mądrości, geniuszu – śmieje się tylko i mówi:

I cóż znaczy całe to wasze męstwo, mądrość i geniusz?… To tylko puste słowa i nic więcej. Chodzi tylko o to, żeby mieć szczęście. Jak ci się poszczęściło – to baw się i korzystaj z życia!…

I powiadają, że Waleczny Nazar aż po dziś dzień bawi się i korzysta z życia. I śmieje się z nas wszystkich.

KONIEC

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>