Opowieści

Waleczny Nazar

1

Był sobie niegdyś [a może i nie?] pewien żałosny człek, imieniem Nazar. Jakiż to był tchórz!… Taki tchórz, że nigdy w pojedynkę nie zrobiłby ani kroku, choćby go mieli zabić. Przez cały dzień nie odstępował ani na krok swojej żony, mało brakowało, a trzymałby się jej spódnicy: wychodził z domu tylko wtedy, kiedy ona wychodziła, wracał, kiedy wracała. Dlatego ludzie nazwali go Tchórzliwym Nazarem.

Którejś nocy ten nasz Tchórzliwy Nazar wychodzi z żoną przed dom. Patrzy się – dookoła noc jaśniuteńka, księżyc aż razi. I powiada:

Oj, żoneczko!… W taką noc – to tylko by złupić jakąś karawanę!… Serce mi mówi: rusz się, człowieku, karawana szacha powraca z Indii, zabierzesz sobie wszystko, a w twoim domu niczego nie zabraknie!… Czytaj dalej

Pan i Sługa

Witajcie, i szczęść wam Boże – wam, i dwóm braciom… Tak się bowiem zdarzyło – a chyba prawdę mówię – że było sobie dwóch biednych braci. I tak sobie rozmyślają: co tu zrobić, co począć, żeby choć na kawałek chleba zarobić. Uradzili tak: młodszy zostanie w domu, a starszy najmie się do pana na służbę, dostanie zapłatę i przyniesie do domu.

No więc ten starszy brat żegna się i idzie na służbę do bogatego gospodarza.

I tak się umawiają się, że będzie u niego pracował aż do pierwszego wiosennego kukania kukułki. Czytaj dalej

Pechowy Panos

[ Ludowe:Jak ktoś ma pecha, to go nawet na wielbłądzie pies ukąsi – J.Sz.]

Pewnego razu był sobie człowiek imieniem Panos. To był dobry człowiek, ale wszystko, czego się tylko tknął, wyglądało jak nieszczęście. I właśnie dlatego otrzymał przydomek Nieszczęśliwy Panos. Cały jego majątek stanowiła para wołów, wóz i siekiera.

Pewnego dnia swoje wołki zaprzągł do wozu, wziął siekierę i udał się do lasu po drzewo. Przybył do lasu, myśli sobie: coś tu nie tak – jak już drzewo będzie ścięte, to będę miał wielki kłopot z tym, żeby wciągnąć taką wielką kłodę na wóz; już lepiej od razu postawię zaprzężony wóz pod samym drzewem; jak tylko drzewo zrąbię, to prosto na ten wóz niech spadnie.

I tak też uczynił. Czytaj dalej

Głupiec (szuka szczęścia)

Był sobie niegdyś pewien bardzo ubogi człowiek. Ileż się on napracował, ileż się namozolił – ale jak był biedakiem, tak biedakiem pozostawał. Któregoś dnia, zdesperowany, podniósł się i tak sobie myśli: pójdę poszukam Pana Boga, dowiem się, jak mam się uwolnić od tej mojej nędzy, i poproszę Go, żeby obdarzył mnie pomyślnością.

Na swej drodze spotyka wilka.

Szerokiej drogi! Dokąd to idziesz, bracie-człowieku?…

Do Pana Boga idę – odpowiada mu biedak. – Muszę Mu opowiedzieć o swojej niedoli.

Aha… No to jak pójdziesz do Pana Boga – prosi go wilk – to Mu powiedz, że jest tu taki jeden wilk, co bez końca błąka się, dniami i nocami, po górach i dolinach, zawsze głodny, i nie może znaleźć nic do jedzenia. Zapytaj Go, jak długo mam jeszcze chodzić głodny? Skoro mnie już stworzył, to czemu nie zapewnia mi pożywienia?”… Czytaj dalej

Śmierć Kikosa

Żył sobie kiedyś pewien biedny człowiek i jego żona, mieli trzy córki.

Pewnego dnia ojciec poszedł [na pole] pracować, pić mu się zachciało, starszą córkę wysyła po wodę. Dziewczyna bierze dzban i idzie do źródełka. A nad tym źródełkiem wysokie drzewo rośnie. Ona to drzewo zobaczyła i tak zaczyna sobie myśleć: „Jak ja bym teraz wyszła za mąż, to urodziłabym syna, dalibyśmy mu na imię Kikos. I ten Kikos by się na to drzewo wdrapał, zleciałby z niego, rozbiłby sobie głowę o kamień i umarł…

O jejku, jejku, mój Kikos, moje ty kochanie, oj–oj–o– oj!… Czytaj dalej

Magiczny lawasz

Dawno, dawno temu żyła sobie matka z synem, którego nazwała Nagasz. Ojciec Nagasza nie żył. Parę lat temu przez ich wioskę przeszła wojna i zabrała ze sobą wiele młodych dusz. Od tamtej pory matka Nagasza zaczęła pracować zarabiając na życie piekąc chleb dla ludzi z wioski. W zamian za zapłatę otrzymywała od nich lawasz. Po każdym męczącym dniu pracy, brała małego Nagasza na kolana, tuliła i śpiewała smutną kołysankę opowiadającą o gorzkim żywocie, jakie wiodła. Tak się toczyło się ich życie. Ciężko pracowała, przynosiła do domu chleb, a chłopiec rósł wraz z upływającymi latami. Czytaj dalej

Bambosze Abu Hasana

Opowiemy wam pewną historię o kupcu, która przetrwała aż do naszych czasów. Kupiec ten miał w samym sercu rynku niewielki sklepik. Był on wypełniony kolorowymi, jedwabnymi bamboszami, które słynęły na cały rynek. Niezwykle skąpy kupiec , mimo swojego towaru, chodził od paru lat w tych samych dziurawych i wytartych kapciach. Codziennie rano, kiedy jeszcze całe miasto spało, on swoim szuraniem starych bamboszy budził rozgniewanych ludzi. Szybko wędrował do swojego stoiska, otwierał je jako pierwszy i czekał na klientów okrzykami zachęcając ich do podejścia do niego.

-Law maszikner, eżan gnerow. (tanie i dobre bambosze, sprzedam w dobrej cenie)

Klienci kupca naśmiewywali się z niego, ponieważ, choć prowadził sklep z pięknymi bamboszami, sam miał stare i zniszczone. Kupiec martwił się, że któregoś dnia nieszczęsne bambosze przyniosą mu pecha. Czytaj dalej